Uzależnienia, współuzależnienie, psychoterapia DDA

Terapia uzależnień – jeśli dostrzegasz u siebie trudności wynikające z nadmiernego picia alkoholu, korzystania z innych używek, bądź przeraża Cię nadmierne przywiązanie do określonych zachowań, sądzę, że warto byłoby przyjrzeć się Twoim trudnościom i spróbować im zaradzić. Bywa, że nadmierna koncentracja na powtarzalnym zachowaniu, takim jak picie, komputer, granie, zakupy prowadzi do niszczenia tego, co niegdyś było dla nas cenne: odbija się na rodzinie, pracy, tracimy kontakt z bliskimi, a co najgorsze – z samym sobą.

W pracy z osobami uzależnionymi korzystam zarówno z moich doświadczeń w lecznictwie odwykowym, jak również, a może przede wszystkim ze spojrzenia, jakie proponuje podejście metasystemowe w psychoterapii. Tutaj objaw, np. Twoje picie nie jest wrogiem, w toku psychoterapii chcemy poznać ku czemu a czasem ku komu Cię ono prowadzi, dlaczego jesteś gotów poświęcić wiele z tego, co osiągnąłeś, by przez kilka chwil obcować z butelką, komputerem… Często za nałogowym zachowaniem stoi tęsknota za kimś, za czymś, brak czegoś, deficyt… Poznanie tego, nierzadko czyni wolnym.

Współuzależnienie – jeśli spotakałeś/spotkałaś się z tym terminem, zainteresowała Cię ta problematyka – możliwe, że odnajdujesz u siebie przejawy nadmiernego zaabsorbowania życiem innych osób. Może Twoim kłopotem jest nadmierne poświęcanie się, pomaganie, kiedy niewiele dostajesz w zamian bądź zgoła nic. Może żyjesz w związku z partnerem, który nadużywa alkoholu bądź znika na wiele godzin “w komputerze”, nie wiesz co zrobić, ale pokornie godzisz się na to, co się dzieje, a często nawet ratujesz partnera z opresji.

Sama zależność nie jest zła, w życiu tworzymy wiele więzi: na początku z rodzicami, rodzeństwem, później przychodzi czas na partnerów. Więź w życiu jest ważna, każde z nas potrzebuje jej mniej lub bardziej. Problem pojawia się, kiedy dla tej więzi jesteśmy gotowi poświęcić absolutnie wszystko, nie patrząc na cenę jaką nam przychodzi za to płacić. W takich momentach warto sięgnąć po pomoc i zobaczyć, co nami powoduje, co sprawia, że jesteśmy gotowi zatracić siebie dla drugiej osoby

Dorosłe Dzieci Alkoholików DDA – osobiście nie lubię tej etykiety, o czym kilka słów dalej, ale jako, że funkcjonuje ona w przestrzeni społecznej, pozwolę sobie jej użyć na określenie osób, których wspólnym doświadczeniem było dorastanie w rodzinie, w której jedno, a może i dwoje rodziców nadużywali alkoholu bądź innych substancji zmieniających świadomość.

Prawda jest taka, że każde DDA jest w gruncie rzeczy inne i szczerze mówiąc nie trzeba dorastać w rodzinie nasiąkniętej alkoholem, by mieć jakieś trudności w życiu, stąd moja niechęć do etykietowania. Przyjmowanie etykiety, jakiegoś rodzaju tożsamości, często sprawia, że zamykamy się na inne światy i tkwimy np. w kręgu osób pielęgnujących dajmy na to urazy, cierpiętnictwo (nie mylić z cierpieniem), odcinamy się od rzeczywistości. Dla mnie osoba, w której rodzinie pochodzenia nadużywano alkoholu niczym nie różni się od pozostałych pacjentów odwiedzających mój gabinet.

To, co dla mnie jest ważne gdy pracuję z DDA, to koncentracja na mocnych stronach tych osób, bo prawda jest taka, że przetrwanie w szczególnie trudnych warunkach wymagało nie lada umiejętności i siły. I te dwa ostatnie czynniki DDA bez wątpienia ma, kłopot czasem w tym, że dawne mechanizmy adaptacyjne, w dorosłej rzeczywistości bardziej przeszkadzają niż pomagają. To trochę tak, że wojna się skończyła, a my nawykowo siedzimy w bunkrze, albo chodzimy w hełmie. I jedno i drugie jest umiarkowanie wygodne i raczej ogranicza, niż pomaga. Choć swoją drogą umiejętność odnajdywania się w warunkach bojowych jest przydatna, nieprawdaż?

Czemu ma służyć psychoterapia DDA? Ano odnajdywaniu się w tym, co jest, ma pomagać w tym, aby w życiu było mniej paraliżującego lęku, złości, frustracji i poczucia winy, a więcej samostanowienia, dobrych więzi, zdolności do bycia w związku, zdolności do efektywnej pracy, a i refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne, istotne. Każdy z nas ma jakąś swoją drogę, miejsca, które na nas czekają. Rodzice dali nam coś niezwykle cennego, bywa, że trudno nam to coś przyjąć. Tym czymś jest życie. Kiedy potrafisz je przyjąć, przestajesz się dąsać, złościć na los, na to, że kiedyś było, jak było, przestajesz drapać rany i złorzeczyć rodzicom i światu, pojawia się miejsce na coś nowego, na subtelny spokój, może uśmiech, pojawiają się siły do życia, których już nie tracisz na rozliczenia i grzebanie się w przeszłości.

Naturalnie jest to pewna droga, dla niektórych być może dosyć długa, choć zdarza się, że terapia może być zaskakująco krótka. Jeśli masz w sobie ciekawość, chęć odkrywania siebie, masz dosyć depresji, lęku, przygnębienia – zapraszam do wspólnej podróży.